Jakub Bochiński jest doktorantem na Open University. Pracuje przy poszukiwaniu i charakteryzowaniu nowych planet poza układem słonecznym. Należy do konsorcjum SuperWASP i ma dostęp do bazy danych zawierających wszystkie informacje zarówno na temat odkrytych planet jak i tych jeszcze w przygotowaniu. Pracuje na takich teleskopach, jak William Herschel Telescope i Hubble Space Telescope. Jest jednym z głównych obserwatorów korzystających z majorkańskiego zdalnie sterowanego teleskopu PIRATE.


Pan Jakub jest także organizatorem konferencji popularno-naukowych, prezydentem Klubu Astronomicznego OU i autorem szeregu publikacji naukowych. Prowadzi wykłady popularno-naukowe z ramienia Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego, pisze do czasopisma Delta i organizuje praktyczne warsztaty astronomiczne.

Magazyn Lokalny: Dlaczego wybrał Pan astronomię?
Zainteresowanie gwiazdami pojawiło się u mnie dość wcześnie. Pierwsze wspomnienie, które dość dobrze pamiętam, pochodzi jeszcze z dzieciństwa. Miałem wówczas 8 lub 9 lat i spędzałem czas u mojej babci Zosi na działce, w małej miejscowości pod Bydgoszczą. Warunki do obserwowania gwiazd były tam znakomite. Daleko od świateł dużych miast, niebo w Mochlu było atramentowo czarne, przedstawiając w całej swej okazałości zwyczajnie niewidoczny łuk Drogi Mlecznej. W tym samym okresie dostałem od prababci Gieni książkę pod tytułem „Gwiazdy”, w której szczególnie zainteresowały mnie zdjęcia obserwatoriów astronomicznych na całym świecie. Pamiętam, że pomyślałem o tym, żeby kiedyś móc tam pojechać. Moje marzenie spełniło się. Jako dorosły już człowiek miałem możliwość pracować w wielu centrach astronomicznych. Ale jedno z nich, obserwatorium na La Palmie, wywarło na mnie specjalne wrażenie. Po powrocie z obserwatorium zajrzałem do książki z dzieciństwa i utwierdziłem się, że wygląda prawie identycznie jak to na zdjęciu sprzed lat.
ML: Jest Pan osobą, której udało się spełnić swoje marzenia. Pisze Pan doktorat, a to pochłania sporo czasu. Skąd taka siła w Panu?
Pasja jest sprawą kluczową. Moi promotorzy już na pierwszym roku podkreślali, że trzeba mieć wręcz obsesję na punkcie wybranego tematu, żeby mieć choć cień szansy na dokończenie doktoratu. Dla mnie niesamowicie ważne jest też wsparcie bliskich, zarówno rodziny jak i znajomych. Mam duże szczęście, gdyż moi rodzice zawsze bardzo mnie wspierali. Kiedy zauważyli moją pasję pomagali mi ją rozwijać. Oczekiwali jedynie, że będę dobry w tym co robię. Bardzo dużo im zawdzięczam. Wśród astronautów jest takie powiedzenie – gdy człowiek staje się astronautą, cała jego rodzina staje się astronautą – tak wielki jest to wysiłek dla całej rodziny.
ML: Ludzie bardzo często mylą pojęcia astronomia i astrologia. Jaka jest różnica między tymi dziedzinami?
Różnica jest kolosalna. Astrologia jest tym dla astronomii, czym pseudo-medycyna dla medycyny konwencjonalnej. Wokół każdej dziedziny naukowej wyrasta jakaś dziedzina pseudonaukowa, która rości sobie podobne prawa do tej, z której wyrosła. Astronomia jest czystą nauką, opartą na setkach lat eksperymentów, które doprowadziły do rozwoju technologii na Ziemi, umożliwiły trafne przewidywanie pozycji ciał niebieskich na setki lat do przodu, a w ostatnich dniach pozwoliły nawet wylądować naszej sondzie Philae na komecie. Z kolei astrologia jest li tylko i wyłącznie oportunistycznym domniemywaniem. Nie możemy wobec tego nazwać jej dziedziną nauki.
ML: Jest Pan młodym człowiekiem, który sporo już osiągnął. Zajmuje się Pan organizowaniem konferencji, wykłada na uczelni, pisze doktorat, publikuje w czasopismach branżowych. Skąd czas na podejmowanie aż tylu wyzwań? Czy w ogóle da się to wszystko jakoś pogodzić?
Do końca nie wiem, jak udaje się to wszystko pogodzić (śmiech). Wiążę to jednak z odkryciem, które poczyniłem gdy wyjechałem pierwszy raz na studia do Londynu. Już wtedy postanowiłem, że chcę się jak najwcześniej usamodzielnić, żeby nie obciążać zbytnio swoich rodziców. (Jakub jest najstarszym z czwórki rodzeństwa). W trakcie studiów pracowałem zarobkowo na kilku etatach – często i po kilkadziesiąt godzin tygodniowo - żeby móc utrzymać się w tym jednym z najdroższych miast w Europie. Tak czy owak, nie zabrakło mi czasu na parę wolontariatów, a i na prywatkę czy dwie zawsze chwilę się znalazło. Zauważyłem właśnie w trakcie studiów, że im mniej mam czasu, tym mniej go marnuję. Nazwaliśmy to ze znajomymi efektem rozprężenia czasu. Im więcej ma się czasu na zrobienie danego zadania… tym dłużej ono zajmie. Korzystam z tego odkrycia do dziś, starając się mieć kalendarz zawsze wypełniony ciekawymi pomysłami.
ML: Ostatnio był Pan organizatorem dużej konferencji naukowej. Co było jej założeniem?
Celem konferencji Science Polish Perspectives było budowanie sieci połączeń wewnątrz polskiego środowiska naukowego za granicą. W dobie wielkich projektów wspólnotowych i ogromnych, międzynarodowych grup naukowych, to właśnie taka sieć stanowi podstawę rozwoju zarówno dla polskich ośrodków naukowych, jak i dla zagranicznych. Jest to obopólna korzyść, w związku z czym należałoby ją umacniać.
ML: Studiował Pan w Wielkiej Brytanii, w Londynie. Jakie możliwości dają studia w takim kraju, jak Wielka Brytania?
Aplikowałem a potem, przynajmniej formalnie, przez pewien okres studiowałem na Uniwersytecie Warszawskim. Doświadczenie to pozwoliło mi dostrzec, jak bardzo rozbudowana jest biurokracja na uniwersytetach w Polsce. Nigdy nie spotkałem się z tym w Anglii. I to pomimo tego, że studiowałem jednocześnie w 4 różnych instytucjach. Tutaj władze uczelni wychodzą naprzeciw studentowi, są gotowi mu pomóc. Dostosowują terminy zajęć tak, żeby ułatwić mu studiowanie. Na uczelniach zagranicznych często podkreśla się, że studenci mają się uczyć i to jest ich główny obowiązek. Podchodzi się tutaj do studenta w sposób dorosły. Nie ma obowiązku pojawiania się na wykładach ani ćwiczeniach, ale z drugiej strony – nie ma też poprawek. Student ma rok żeby skorzystać z tego co oferuje uniwersytet – a czy i jak z tego skorzysta zweryfikuje już egzamin końcowy. Studia w Wielkiej Brytanii są dość drogie, a ich koszt spoczywa bezpośrednio na głównym zainteresowanym, w związku z czym świadomość studenta jest tutaj inna. Student, który chce się uczyć i zależy mu na studiach zrobi wszystko, żeby je ukończyć – w terminie i z wyróżnieniem. Inaczej to się po prostu nie opłaca. Dodam, że praktycznie nie występuje tu też zjawisko ściągania.
ML: Ile trwają studia doktoranckie?
W Anglii trwają około 3 lat. Można przedłużyć sobie doktorat o rok lub w niektórych przypadkach nawet parę dodatkowych lat. Praca naukowa z samego założenia często jest nieprzewidywalna. Dane, które się bada, mogą być niewystarczająco satysfakcjonujące. Zdarza się także, że temat nad którym się pracuje, bardzo się rozrasta lub znajduje się coś bardzo ciekawego, co można wykorzystać w dalszej pracy.
ML: Ile czasu poświęca Pan na obserwację nieba?
Wszystko zależy od tego z jakiego obserwatorium. Pracuję na jednym z największych teleskopów na świecie, William Herschel Telescope na La Palmie (wyspa w archipelagu Wysp Kanaryjskich). Chcąc przeprowadzić obserwacje nieba muszę wcześniej złożyć aplikację o taką możliwość. Dopiero po pozytywnie rozpatrzonej aplikacji mogę przystąpić do pracy. Ciekawym jest fakt, że takich aplikacji są co roku setki, ale tylko około 20 zostaje zaakceptowanych. Dużo więcej czasu zajmuje więc przygotowanie i rozpatrzenie aplikacji, niż samo obserwowanie nieba. W przypadku nagłych zmian na niebie, mam też pełen i natychmiastowy dostęp do zdalnie sterowanego teleskopu PIRATE, którym da się sterować nawet przy wykorzystaniu telefonu komórkowego.
ML: Jak wygląda praca dydaktyczna na uczelni?
Moja uczelnia, Open University, jest jednym z największych uniwersytetów na świecie. Mamy ponad 250 tysięcy studentów rozrzuconych po całym świecie, więc większość zajęć prowadzona jest przez Internet. W ciągu roku mam około 6 do 8 grup studentów, po kilka osób w grupie. Prowadzę ćwiczenia i wykłady przez Skype lub inne komunikatory. Najczęściej słyszę swoich studentów, ale ich nie widzę. Większość ćwiczeń, które prowadzę polega na nauce korzystania z teleskopu. Studenci łączą się ze mną zdalnie. Każdy student ma zadanie do zrealizowania podczas obserwowania nieba. Bardzo lubię pracę ze studentami, sprawia mi to ogromną przyjemność. Średnia wieku moich studentów to około 40+, bywa więc że są oni dużo starsi ode mnie. Muszę przyznać, że w ogóle mi to nie przeszkadza. Nie mam z tym problemu, tak samo jak moi studenci. Cieszę się, że darzą mnie szacunkiem.
ML: Jakie są Pana najbliższe plany?
Chciałbym dokończyć publikacje naukowe, nad którymi pracuję obecnie.
ML: Ile czasu zajmuje praca nad jedną publikacją?
Wszystko zależy od publikacji. Nie jest to prosta droga, gdyż może potrwać nawet kilka miesięcy. Każda publikacja naukowa musi być oceniona przez grono naukowców przed publikacją. Wiele zostaje odrzuconych. Proces wprowadzania poprawek może trwać nawet parę miesięcy.
ML: Jak jest Pan odbierany przez polskie środowisko naukowe?
Szczerze mówiąc nie do końca wiem. Biorę udział w seminariach naukowych przygotowywanych w Polsce i pracuję przy paru projektach, które zasięgiem obejmują nasz kraj rodzinny, ale w ostatnich latach większość czasu spędzałem zagranicą. Przygotowując konferencje współpracuję również z Polakami z kraju. Współpraca w tym zakresie przebiega dość owocnie. Mam nadzieję, że uda mi się w najbliższym czasie zacieśnić kontakty z polskim środowiskiem naukowym.
ML: Jak zachęciłby Pan czytelników Magazynu Lokalnego, żeby zainteresowali się astronomią?
Proponuję udać się gdzieś za miasto, gdzie jest naprawdę ciemno. Zorganizować sobie wolny czas, od pół godziny, do godziny i poświęcić go na obserwowanie nieba. Poczytać o tym co się obserwuje bądź ściągnąć aplikację planetaryjną (polecam Sky Guide) na telefon komórkowy. Można również popatrzeć zwyczajnie w niebo i zadać sobie pytanie czym ono jest. Polecałbym także znaleźć w okolicy klub astronomiczny, których w Wielkiej Brytanii działa naprawdę sporo. Można odkryć w sobie prawdziwą pasję i zostać astronomem – amatorem. A już najlepszym sposobem jest pewnie znaleźć lokalnego astronoma, zadać mu parę pytań na temat kosmosu, usiąść wygodnie i przygotować się na parogodzinny improwizowany wykład na temat naszego miejsca we Wszechświecie.
Rozmawiała Eliza Rzyczkowska

MAGAZYN LOKALNY

„Magazyn Lokalny" jest pismem lokalnym skierowanym do polskiej społeczności zamieszkującej trzy hrabstwa Bedfordshire, Hertfordshire, Buckinghamshire. 
Magazyn jest publikacją darmową i istnieje na rynku od 2009 roku z przerwą półtora roczną.

Prenumerata

Możesz zamówić prenumeratę pisma z dostawą na podany przez siebie adres.

PRENUMERATA

Jeśli masz dodatkowe pytania zadzwoń lub napisz do nas.

ARTYKUŁY

  • - zdrowie
  • - turystyka
  • - sport
  • - niezbędnik
  • - wywiady
  • - kultura i rozrywka
  • - polityka
  • - prawo
  • - ekonomia
  • - edukacja
  • - inne

KONTAKT

Redakcja Magazynu Lokalnego

 tel. 02032 891 778, mob: 0772 4747 878

INTI
Trend House, Dallow Road
Luton, Bedfordshire, LU1 1LY

Email: info@magazynlokalny.co.uk